Wpisy 2016, które chcę pamiętać

3 stycznia
początek roku…

… jest słodko-gorzki z naciskiem niestety na to drugie.

Gorzki, bo:
W Hiszpanii zginęli moi znajomi – młode małżeństwo i ich niespełna roczna córeczka. Nie byliśmy sobie bliscy, łączył nas w zasadzie tylko gdyński zbór, ale z nim jeździłam swego czasu do wrocławskiej szkoły i czasami współpracowałam przy różnych kościelnych inicjatywach. Dziś prasa publikuje niemożliwe do uwierzenia informacje, grzebiąc paluchami w niezagojonych ranach rodziny i przyjaciół, nie czekając na wyniki śledztwa i rzetelność. Wiadomo, sensacja świetnie się sprzedaje, a lansowana w mediach wersja wydarzeń już wywołała szeroką lawinę hejtu skierowanego w stronę Łukasza. Nie wyobrażam sobie bólu najbliższych…

A słodki bo:
Mieliśmy fajnego Sylwestra i spotkanie w tym samym gronie w Nowy Rok. I w udany sposób otworzyłam katalog filmów oglądanych w roku 2016 🙂 W dodatku mam na ten rok wielkie plany i jestem na etapie ich konkretyzowania i spisywania. W końcu – jak 1 stycznia napisał na Facebooku pan Łukasz Milewski – „to, co zapisane jest kontraktem z samym sobą i ma ogromną moc”. Marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia!

28 stycznia
Be with someone who

Jestem szczęściarą, bo Fajny Ktoś zawsze pyta o mój dzień. Jest na bieżąco z korporacyjną paranoją i zorientowany co do stopnia niewyspania. We wtorki pyta, jak kino, a w czwartki, czy już umiem zaśpiewać coś po rosyjsku. Wie, o której chodzę spać i o której powinnam. Motywuje mnie do działania, ale przyjeżdża zażyć wspólnie odpoczynku. M.

26 lutego
Koncert na cztery akordy, zabójczy głos i fujarki 😉

Się posłuchało wczoraj… Ech! Pan wyglądał mniej więcej jak na zdjęciu, tylko miał buty i norweski sweter (bardzo ciepły) kupiony w Australii (też dość ciepłej). 

A śpiewał niesamowicie! Trochę gadałyśmy, więc nie wiem, o czym (hehe… dobra wymówka! przecież i tak bym nie wiedziała, bo ten angielski dziwnym językiem jest!), ale miód-malina!

Tutaj można posłuchać. Bardzo zapraszam! Wrażenia nie takie, jak na koncercie ani na płycie z autografem (!), ale warto 🙂

21 marca
Beata Pawlikowska napisała wczoraj…

… coś, co przeczytałam dziś. Dzielę się!

„Zmiany zawsze są dobre, bo uczą nowych umiejętności 🙂
No i wiadomo, że życie zabiera coś tylko po to, żeby zrobić miejsce na coś nowego”.

Z dedykacją dla mojego Działu.
Howgh.

25 kwietnia
Ogrodnicy 🙂

Balkonowy ogródek nabiera kształtów. Wcześniejsze sadzonki pomidorów małych i dużych zmieniły w weekend swoje miejsca i okupują 10 pierwszych doniczek. W dłuższej skrzynce zamieszkały dwa rodzaje sałaty. Kolejne pomidorki wyskoczyły z ziemi i powoli dorastają do przesadzenia za dwa-trzy tygodnie. Zaczyna się robić zielono 🙂

W tym roku zmiany – na balkon zawitał czteropółkowy regał na sałatę, poziomki, mniejsze krzaczki pomidorów i coś jeszcze. Może truskawki? Albo zioła? Albo jakieś kolorowe kwiatuszki? Szukam pomysłów!

Przy okazji nabyłam nową umiejętność i montowałam regał używając wkrętarki. Zdolna jestem niesłychanie, hihihi!

Uwielbiam to wiosenne kombinowanie i wizyty w sklepach ogrodniczych, pomocne i ubrudzone ziemią ręce M., szukanie porad o nawożeniu i przycinaniu, podlewanie, sprzątanie podłogi, a potem oczekiwanie na plony i smakowanie. Będzie pysznie.

2 maja
Wycieczka na Zamek

W niedzielno-świąteczne popołudnie wybraliśmy się w czwórkę do Mosznej. Ludzi na oko pół miliona, ale dostaliśmy się na zwiedzanie o 15.30. Był czas połazić po parku, porobić zdjęcia, a nawet wypić piwo i odstać swoje w kolejce do toalety. A nie była ona najdłuższa! Znacznie lepiej prezentowała się kolejka do kasy oraz do stolików w restauracji.

W tej ostatniej nawet nie mieliśmy zamiaru stać, bo naszym celem od razu była opolska knajpa Bida. Nazwa myląca, bo połowę jedzenia zabraliśmy ze sobą na wynos. Nie dało się tego zjeść. Dziś w pracy kończyłam obiad 😉

A oto kilka fotek dla tych, których nie ma na fejsbuku 😉

15 lipca
Cuda w ogrodzie, a festiwal tuż, tuż

Leje i wieje, a pomidorki jakoś dają radę! Wprawdzie kilka dni temu była mała katastrofa, bo po poniedziałkowym super-seansie w kinie, po nocach stawiałam krzaczki do pionu, ale przetrwały i nawet nie było dużo strat. Nad dwiema doniczkami coś zaczyna się „odzieleniać”, ale proces trwa i trwa, więc na degustację zaproszę za jakiś czas…

Tymczasem czerwienią się poziomki i strasznie trudno jest doczekać, aż dojrzeją do końca, więc większość wyżeram przed czasem 😉 Wiem, zazdrość bierze. Smakowe są!

Na innym torze mojego życia za chwilę rusza pociąg festiwalowy. W środę walczyłam o bilety i walka jest idealnym określeniem dla procesu zakupów, gdy jak zwykle nie działała strona Nowych Horyzontów. Niestety, podobnie jak wszyscy fani, nawkurzałam się, naklęłam, a i tak wydałam kasę. Dużo kasy! I od najbliższego czwartku istnieję głównie dla korpo i kina, choć mam też wyraźnie wyodrębniony czas dla M. Bez tego ani rusz!

Wybrałam 25 filmów i mam na nie 11 dni – bez niedziel, ale za to z dwoma dniami urlopu. Mam zamiar obejrzeć same perełki, bo przecież poświęciłam sporo czasu na coroczne studium programu. Ciekawe, czy kiedykolwiek studiowałam cokolwiek równie wnikliwie… 😉

20 lipca
Nowe Horyzonty 2016

Już jutro startuje oczekiwany, wyczekiwany, wytęskniony i w ogóle (hihi! coś było o „and stuff” w „Nice Guys”!) festiwal filmowy. Dla mnie sedno Wrocławia, bo przecież coroczny udział w imprezie obiecałam sobie w czasach przeprowadzki. Będzie się działo!

1. Jak zwykle padł serwer, tym razem przy kupnie biletów tydzień temu.
2. Dziś zrelaksowana, mając bilety w kieszeni, oglądałam, jak w dwie sekundy (!) znikają wejściówki dla karnetowiczów na pierwszy film otwarcia. Na drugi poszły w cztery, na trzeci w około czternaście. Jednym słowem, jakieś szanse na rezerwację były, ale znikome. No i zaplanowane oglądanie z kolegą poszło się bujać.
3. Jak zwykle mam na liście mnóstwo tytułów i tym razem (bez karnetu) nie mam możliwości kombinowania z seansami w trakcie festiwalu. Pocieszam się brakiem stresu w każdy poranek (rezerwacje!), faktem dokonywania rozsądnych wyborów w latach poprzednich oraz nadzieją, że opuszczone perełki pojawią się w kinach.

Życzcie mi samych świetnych filmów, wielu pozytywnych wrażeń i sukcesów w godzeniu pracy, filmów, posiłków i spania przez najbliższe 11 dni, nie licząc niedziel, kiedy zamierzam odpoczywać 🙂

A jeśli ktoś może dołączyć, spotkajmy się w kinie! Wciąż są bilety!

11 sierpnia
Osielsko oczami… zawodniczki!***

Moje pierwsze Mistrzostwa Polski w Nordic Walking! Co za dzień!

W sobotę, 6 sierpnia, nasz Bank już po raz czwarty był obecny jako sponsor na zawodach Pucharu Polski w Nordic Walking, tym razem mających rangę mistrzowską. Osielsko, a właściwie Żołędowo, przywitało nas muzyką i stukiem setek par kijów w rękach rozgrzewających się przed startem, ubranych różnokolorowo lokalnych ekip z całego kraju. Zawodnicy pokonujący dystans 21 km byli już na trasie.

Przedstawiciele Departamentu Marketingu i Reklamy zakręcili się przy bankowym namiocie, z uśmiechem rozdając czapeczki i opaski na rękę, a także robiąc wszystkim chętnym pamiątkowe zdjęcia. Tam spotkaliśmy także koleżanki z pobliskich oddziałów partnerskich, już przebrane w firmowe koszulki.

A potem się zaczęło…

Jak zwykle, dużym zainteresowaniem cieszyła się szkółka Nordic Walking przypominająca poprawną technikę, poprowadzona przez pana Olgierda Bojke, prezesa Polskiej Federacji Nordic Walking. Jeszcze więcej chętnych stawiło się na rewelacyjnej rozgrzewce pani Edyty Kędzierskiej, dyrektor PFNW i pracownika AWF Gdańsk. Jej uśmiech, niespożyta energia i przeboje Enrique Iglesiasa sprawiły, że ćwiczenia wykonywało się z przyjemnością i radością. I w końcu nadeszła pora na wyścig z czasem i walkę ze swoim zmęczeniem.

W porównaniu do zawodów w Polanicy Zdrój, tym razem na starcie stanęła skromniejsza reprezentacja Banku – sześć osób wzięło udział w marszu na 5 km, a dwie na 10 km. W sumie udział w rywalizacji wzięło 610 osób, z których 368 zdecydowało się na mój (najkrótszy) dystans. Tłoczno zrobiło się już przed linią startu, bo wszyscy chcieli chyba zacząć jak najszybciej. Wyruszaliśmy kolejno kategoriami wiekowymi, poczynając od najmłodszych mężczyzn. Trasa wiodła głównie przez las, w całości po wygodnym, miękkim podłożu, ale trzeba było uważać na wystające z ziemi korzenie oraz kije innych osób, zwłaszcza podczas wyprzedzania i bycia wyprzedzanym. Zachmurzone przez większość czasu niebo, cień drzew i brak upału sprzyjał rywalizacji i wynikom. Mój rezultat nie był może imponujący, ale zrobiłam „życiówkę” i ponownie wzrósł mój zapał do tego sportu. Bo przecież Nordic Walking to nie tylko frajda z ruchu na świeżym powietrzu, ale też dyscyplina dla każdego, wymagająca niewielkiej inwestycji, angażująca rekordową ilość mięśni i dobroczynna dla zdrowia.

Zapraszamy na bezpłatne zajęcia w 15 miastach oraz na kolejne zawody Pucharu Polski, które już niebawem w Elblągu, a następnie w Hajnówce. Warto, bo to imprezy z wyśmienitą atmosferą, pozostawiające po sobie fajne wspomnienia. I zawsze biorą w nich udział zarówno wytrawni kijo-chodziarze, jak i osoby początkujące, które wypożyczają kije na miejscu i po raz pierwszy próbują swoich sił.

*** relacja ukazała się w Intranecie mojego pracodawcy oraz w aktualnościach na stronie Akademii Zdrowia 🙂

22 grudnia
Live Life Now!

Była jesienno-zimowa aura. Szron na drzewach, mróz na oknach, gołoledź na drogach. Szaro, buro i ponuro. W czapkach i szalikach Polacy snuli się po sklepach, kupowali ostatnie prezenty, w coraz większym stresie szykowali się do Świąt.

Ale gdzieś w centrum Polski, w pozornie niepozornym miasteczku pojawiło się kilkaset osób mających zupełnie inny plan na przedświąteczny weekend. Osób, które wzięły udział w evencie roku i dały się opanować zupełnie innej niż świąteczna gorączce! Pod chwytliwym i dynamicznym hasłem Live Life Now! kryła się wyśmienita zabawa, a także solidna dawka wiedzy i pakiet konkretnych narzędzi, które mogliśmy zastosować już od następnej minuty naszego jedynego życia. Brzmi zachęcająco? To jedziemy ze szczegółami!

Premierowy event inspiracyjny przygotował i poprowadził Jakub B. Bączek – wulkan energii, praktyk, człowiek z poczuciem humoru, dużą wiedzą i rzadką umiejętnością skupienia uwagi kilkuset osób przez wiele godzin. Autor książek, twórca pierwszej szkoły animatorów czasu wolnego, pomysłodawca audycji w Kontestacji o wolności finansowej. Znałam go ze sceny i z webinarów, czytałam książkę, słuchałam w radiu, więc powiedziałam sobie: „wiedz, że coś się dzieje!” i wsiadłam w pociąg. Nie olałam przygotowań świątecznych, ale inaczej zorganizowałam grudniowy czas, mając pieczenie pierniczków i pakowanie prezentów daleko za sobą, mogąc się w pełni skoncentrować na wyjątkowym prezencie dla siebie samej.

Przez trzy dni siedzieliśmy w Mazurkasie słuchając Kuby, chłonąc jego wiedzę, wykonując masę praktycznych ćwiczeń. Co ja mówię! Siedzieliśmy? No, może przez chwilę! Bo też wstawaliśmy, chodziliśmy i tańczyliśmy jakby nikt nie patrzył. Wariaty z bateriami lepszymi niż Duracell czyli uśmiechnięci od ucha do ucha animatorzy zagrzewali nas do wygibańców w rytm dynamicznej muzyki, którą zaczynaliśmy i kończyliśmy, a czasami nawet przerywaliśmy każdą sesję. Energii było tyle, że po kilku dniach wciąż mam ją w sobie i podejrzewam, że to samo dzieje się w ponad sześciuset pozostałych uczestnikach szkolenia.

Zostaliśmy niesamowicie nakręceni i zachęceni do zmiany i rozwoju w trzech dziedzinach życia – życiu osobistym, zawodowym i duchowym, które tak naprawdę tworzą całą naszą istotę. A przy tym wszystkim śmialiśmy się do bólu brzuszka i nawiązywaliśmy nowe znajomości.

Chcesz się dowiedzieć, jak szybko zmienić swoje złe nawyki i jak zbudować pewność siebie?
Chcesz odnaleźć wewnątrz siebie lekarstwo na stres, brak energii czy choroby typu wymówkoza?
Chcesz poznać ludzi, którzy w swoim rozwoju będą podążać podobnymi drogami i dadzą ci wsparcie w trudniejszych chwilach?
Chcesz dostać konkretne narzędzia, które pomogą ci być wdzięcznym za małe rzeczy i dążyć do dużych?
Dołącz do nas i weź udział w kolejnej edycji, która odbędzie się już na początku czerwca! Zajrzyj na stronę livelifenow.pl, kup bilet, spakuj się i przybywaj! Live Life Now!